Centra Handlowe – Początki mody na e-palenie cz. 3

Wiosna 2009 była mocno pracowita, W grzebał się w papierach i szalał na forach, Boss jeździł po knajpach i układał „tematy handlowe”, ja opracowywałem standardy sprzedaży i strategię promocji e-papierosów. Wiedzieliśmy, że aby się przebić musimy sprawić, aby e-palenie nie stało się trendem jednego sezonu, przelotną modą, ale czymś więcej. Obecność na imprezach targowych, entuzjazm ludzi, wielogodzinne dyskusje W na forach, słuchanie ludzi, ich oczekiwań wobec produktu, ich opinii… To wszystko wpłynęło na know how tego całego biznesu.

Ten okres, to również czas tworzenia zrębów sieci handlowej, pojawili się Grzegorz z Łodzi, Mateusz z Częstochowy, Kasia z Poznania, Marek z Katowic. Pierwsze sztuki sprzedawali tam gdzie prowadzili swoje dotychczasowe biznesy. Coś tam sprzedawali, ale skala nie była oszałamiająca, nadal rządził internet.

Pamiętam jedną z akcji wywiadowczych – będziemy sprawdzać jak używanie e-papierosa wpływa na ochroniarzy w centrum handlowym. Wybór padł na Arkadię w Warszawie, pojechałem tam z Łukaszem (więcej o nim będzie później), jakąś dziewczyną z Warszawy, która miała nam ogarniać PR w wielkim świecie (nasze e-papierosy były prezentowane w jednym z ekskluzywnych warszawskich salonów fryzjerskich) oraz redaktorem z jednego opiniotwórczych tygodników. Pan dziennikarz miał potem napisać o nas i całej tej akcji artykuł.

Zabawa była przednia. Cztery osoby uzbrojone w e-papierosy PENY i imitujące zwykłe śmierdziuchy. Lud warszawski spoglądał na nas z zainteresowaniem i lekkim zdziwieniem. Chodzą jakieś ludzie i palą papierosy w galerii. Przecież tu nie wolno palić. Robiliśmy to wszędzie, w przestronnych holach, między regałami sklepowymi, między wieszakami w tańszą i droższą odzieżą, nawet w aptece, tuż prze oczami zmieszanych ochroniarzy. W końcu któryś z nich podszedł i władczo stwierdził – Proszę tu nie palić, nie widzą Państwo zakazów! – Ale my nie palimy 🙂 i w tym samym momencie każde z nas schowało swojego e-fajka do kieszeni.

Mina kolesia była bezcenna. Odwrócił się, odszedł, chwycił za swoją krótkofalówkę i z pasją zaczął zdawać relację z zajścia swojemu przełożonemu. Po chwili z radiowęzła popłynął komunikat: Szanowni Klienci przypominamy, że na terenie całego centrum handlowego obowiązuje bezwzględny zakaz palenia papierosów.

Nie pamiętam już kto i którego dnia wpadł na pomysł, że najlepszym miejscem na sprzedaż e-papierosów będą wyspy w centrach handlowych. Podejrzewam, że był to Boss. Pewnie leniwie zażerał się żeberkami w Sfinksie w jakimś centrum handlowym i przyglądał się dziewczynom uwijającym się na wyspach Inglota albo jakiejś innej marki.

WEŹ KURWA LENIU SPRAWDŹ CZY MY MOŻEMY TAKĄ WYSPĘ OTWORZYĆ!!!

I leń zaczął dzwonić, sprawdzać, ale odbił się od ściany, bo nikt w centrach handlowych nawet nie wiedział co to jest. Jednak szybko się przełamali.

Pierwszą profesjonalną wyspę odpalił Łukasz. Łukasz, człowiek od zadań specjalnych spakował walizę, wsiadł w swoje Audi i wyjechało do Warszawy. Zahaczył się kątem u rodziny i zaczął węszyć. Węszył i wywęszył, że znajdzie się miejsce na wyspę w jednym z warszawskich centrów handlowych. I otworzył. Dyrekcja tej niezbyt atrakcyjnej galerii musiała być bardzo zadowolona, bo nagle jego kiosk zaczął ściągać ludzi z całej Warszawy, a przed okienkiem tworzyły się kolejki. Fama na temat opłacalności naszego biznesu szybko rozeszła się po dyrekcjach centrów handlowych bo nagle nikt już nie robił nam problemów.