E – liquidy dla dzieci

Pośród wielu bzdur i teorii spiskowych, jakie zdarzyło mi się czytać na temat e-papierosów jest jeszcze i ta, że niby zostały stworzone po to, aby uzależnić najmłodszych konsumentów, czyli niczemu niewinne dzieci!

Toż to prawdziwy absurd i rozbój w biały dzień, a nade wszystko 100 tys. dolarów kary, dla tego kto to wymyślił i tych, którzy z zaangażowaniem rozprzestrzeniają tę informację dalej! Człowiekiem, który święcie wierzy w ten absurd jest amerykański członek Demokratów – podstarzały już Jay Rockefeller. Uważa on i jest absolutnie o tym przekonany, że owocowy smak e-liquidów został wymyślony specjalnie dla dzieci i młodzieży. Widać, że nie ma nawet podstawowej wiedzy o socjologii, ponieważ żaden młody człowiek pragnący być traktowany jak dorosły nie sięgnie po smakowego papierosa czy nawet tego o smaku mint. Raczej wolałby z trudem przełykać gorzki smak czerwonego, mocnego Marlboro, aniżeli dla przyjemności przypalać cytrynowego slima. To zupełnie naturalny mechanizm i oczywisty sposób myślenia młodego zbuntowanego nastolatka. Jeśli więc chciałby on sięgnąć po elektronicznego papierosa to głowę daję, że pewnie wybrałby intensywny smak whisky czy po prostu imitację analogowego papierosa wypchanego do granic nikotyną. Sędziwy staruszek nie rozumie więc za bardzo mechanizmów, jakie rządzą marketingiem i psychologicznych pobudek ludzi, jednak tak przywiązany jest do swych konserwatywnych poglądów, że świata poza nimi nie dziwi. Tacy są najgorsi i to często ich zasługa, że elektroniczne papierosy nie mają po prostu świętego spokoju, tylko tworzy się na ich temat mityczne historie i powiela nieprawdziwe treści.

Moje słowa mogą być jednak mało autorytatywne, dlatego przywołam jeszcze publikację na temat owocowych e-liquidów, która została zamieszczona w naukowym czasopiśmie International Journal of Environmental Research and Public Health. Zostało tu napisane, że owocowe smaki e-liquidów opracowano wyłącznie po to, aby przekonać palaczy tradycyjnych papierosów do rezygnacji z nałogu. Przewidywano, że może właśnie w ten sposób zachęcą dorosłych ludzi do elektronicznych papierosów, które dzięki temu są po prostu smaczniejsze, aniżeli analogowe fajki. To dość sensowne, bo słodkie jest dobre i lepiej wdychać słodkie, niż szereg przetrutych związków papierosowego dymu, prawda? Mamy przy tym zarówno organoleptyczną przyjemność, jak i pewien substytut (zdrowszy) tradycyjnego papierosa. Dodatkowo jeszcze dochodzi ten mechanizm dotyczący rzucana palenia, a mianowicie fakt, że głód tytoniowy, a ściślej jego zaspokajanie powoli przestają się wiązać z papierosami i tym znanym wszystkim zapachem dymu tytoniowego, do którego palacz się przyzwyczaja.

Myślę, że to całkiem logiczne i słuszne rozumowanie, szkoda tylko, że Jay – staruszek zza oceanu nie podziela tej opinii.