E-papieros bohaterem kampanii reklamowych z Olafem Lubaszenką.

E-papierosy ze względu na rosnącą popularność doczekały się także reklam, w których występują czołowe polskie gwiazdy. Tym, który dzięki kampanii owiał się złą sławą jest Olaf Lubaszenko. Nie dość, że jeden z kadrów przedstawia aktora oglądającego się za skąpo ubraną kobietą, to jeszcze otwarcie twierdzi, że „pali, bo lubi, a to może mu pomóc w rzuceniu nałogu”.

Takie wyznanie okazało się być nie do przyjęcia przez przeciwników e-papierosów. Najdobitniej zaalarmowało Stowarzyszenie „Manko” z siedzibą w Krakowie oraz Polskie Towarzystwo Programów Zdrowotnych, będących twórcami Koalicji Obywatelskiej „Tytoń albo Zdrowie”. Uważają, że kampania jest nieszczera i mówi nieprawdę. Powołując się na badania prowadzone na londyńskim Uniwersytecie Queen Mary udowadnia, że elektroniczne papierosy zawierają w swym składzie nikotynę. Produkt nie należy więc do zdrowych, jak próbuje nas przekonać reklama, a ona trafi przecież do szerokiego odbioru. Szczególnie niebezpieczna w skutkach może być dla dzieci oraz młodzieży, bo to właśnie te grupy społeczne ze względu na swą naiwność najbardziej narażone są na uzależnienia.

Głos w sprawie zabierają także niektórzy lekarze, m.in. pracownik Uniwersyteckiej Poradni Antynikotynowej w Gdańsku, który jasno podkreśla, że e-papierosy nie pomagają wyjść z nałogu, a tylko są alternatywnym sposobem zażywania nikotyny. Ponadto wciąż nie wszystkie składniki zostały wystarczające przebadane, aby zostały uznane za bezpieczne.

Palenie e-papierosów nie jest oficjalnie zakazane w naszym ustawodawstwie, na co narzekały koncerny produkujące tradycyjne wyroby tytoniowe. Trudno je gdziekolwiek zakwalifikować, ponieważ nie są produktem spożywczym, ani też stricte tytoniowym, ze względu na brak w ich składzie liści tytoniu. Firma Cigger, która zleciła kampanię elektronicznych papierosów z główną rolą Olafa Lubaszenki, nie zamierza jak na razie komentować całej sprawy.