Fajka pokoju – fajką niezgody

Gdy jedni wypadają z rynku, inni wchodzą na ich miejsce z impetem. Nic dziwnego, natura nie znosi próżni. Zakazy dotyczące palenia papierosów, które pojawiały się ostatnio z prędkością światła, zrobiły swoje. Bez wątpienia stały się kluczem do trumny dla tradycyjnego palenia. Palacze zaczęli mieć wreszcie dość ciągłego reżimu. Palisz na ulicy, to uważaj bo zza rogu wyjdzie strażnik miejski, który wlepi ci mandat w wysokości bagatela – 500 zł.

Każdy północnoamerykański Indianin uśmiał by się żyjąc w dzisiejszej Europie. Fajka pokoju stała się bowiem fajką niezgody i palić nie można już prawie wszędzie. W niejednym domu, palacz zamyka się we własnej łazience, żeby przez chwilę pobyć w przyjemnych szponach własnego nałogu, ale z kuchni krzyczy już żona – bo dym doszedł do niej przez klatkę wentylacyjną i zdradził palącego w łazience męża. Takie życie! Nie ma już miejsca na wolność, nawet na własnym blokowym balkonie nie wolno już palić. Osobiście dostało mi się kiedyś od sąsiadki za to, że ponoć dym pakuje się jej przez okienne uszczelki do pokoju, kiedy właśnie ogląda „M jak miłość”. Nigdzie, doprawdy nigdzie nie ma już miejsca na wolność. No to czas skończyć z tym świństwem i przerzucić się na coś mniej szkodliwego, tańszego i zostawiającego choć trochę miejsca na swobodę.

Takim oto mało podstępnym, choć paradoksalnym sposobem, e-papierosy wygodnie rozgościły się na naszym rynku, na ulicach, w pubach, domach, samochodach i gdzie tam jeszcze. Oczywiście i one powoli będę wypraszane z tej przestrzeni, dlatego szalej póki możesz drogi wapujący użytkowniku, bo za chwilę i to ci odbiorą. Na razie się jeszcze kłócą i spierają, sami nie wiedzą jak zakwalifikować nowy produkt, którego ani się nie pali, ani nawet nie jest to lek. Stanowi coś pomiędzy i dopóki tym „pomiędzy” pozostanie, będzie można bez problemu sobie go chmurzyć.

Elektroniczne papierosy mają wiele smaków, a nie tylko nudną miętę, ponadto są tanie, łatwe w obsłudze. Czasem tylko odstraszają starsze pokolenie byłych palaczy swoją nazwą: elektroniczne. To oznacza dla nich to samo, co współczesne. Trochę się tego boją, bo jeśli elektroniczne, to pewnie będzie się psuć, trzeba to obsługiwać i w ogóle na pewno ma jakiś związek z programowaniem i komputerami, a to już trochę za dużo zmian jak na jedno ćwierćwiecze.

Drodzy palacze, taki mały apel, przestańcie się truć analogowymi fajkami. Zostawcie je w tyle, bo elektroniczne papierosy nie dość, że są tańsze i zdrowsze, to jeszcze realnie pomagają wyjść z tytoniowego nałogu. To działa, więc startuj!