„HANDLARZE ŚMIERCIĄ” – Cała prawda o analogach! Producent Cameli zakazuje palenia w pracy w obawie o zdrowie pracowników!

„Handlarze śmiercią”, bo tak bez obaw możemy nazywać producentów tradycyjnych papierosów, dziwnym sposobem nagle zmieniają swoją politykę firmy, a nade wszystko wyznawane ideały i zakazują palenia wewnątrz budynków tytoniowego molocha. Pracownicy koncernu tytoniowego R. J. Reynolds Tobacco, produkującego papierosy marki Camel i Pall Mall, którzy dotychczas mieli przyzwolenie do palenia w pracy bez względu na to, w jakim znajdują się pomieszczeniu, obecnie odczują przejawy bolesnych restrykcji, jakie wniósł właściciel – Dave Goerlitz.

Gdy coś jest niejasne, zawsze chodzi o pieniądze

O co tu więc tak naprawdę chodzi? Przecież jeszcze do niedawna to właśnie on wykrzykiwał, że nie ma czegoś takiego jak bierne palenie, a dym papierosowy wdychany przez osoby niepalące w żadnej mierze nie jest dla nich szkodliwy. Czyżby nieoczekiwanie zmienił zdanie sugerowany doniesieniami ze środowisk naukowych zajmujących się badaniami nad szkodliwością tradycyjnej formy palenia? A może chodzi o wielkie pieniądze z odszkodowań, w razie gdyby jeden z pracowników chciał udowodnić, że nabawił się choroby, której konsekwencją było właśnie bierne palenie?
Lęk przed wypłacaniem ogromnych odszkodowań, w końcu odkrywa wszystkie karty. Producent sam sobie strzelił w kolano pośrednio uznając, że „analogowy dymek” może być realnym groźnym zabójcą, którego należy się wystrzegać.

Strefy wolne od tytoniu

Strefy wolne od tytoniu od przyszłego roku staną się faktem także w miejscu, w którym nigdy byśmy się tego nie spodziewali, czyli w samym sercu śmiertelnej fabryki papierosów. Do tej pory królował tam obraz, jak z amerykańskiego filmu lat 20′, kiedy palono dużo i wszędzie, a dym tytoniowy odbierał możliwość percepcji otaczającej nas rzeczywistości. To naprawdę nie są wolne żarty, ale w niewielkim biurze, w którym nieustannie paliło kilka osób, stężenie śmiercionośnego dymu było tak duże, że w powietrzy unosiła się wyraźna mgła. Elektroniczne papierosy mają nad analogami tę wyższość, że są bezwonne i bezbarwne, do tego można z nich korzystać w każdym miejscu, ponieważ nie szkodzą innym osobom. Dobrze, że do takiego wniosku doszedł także bohater tego artykułu – Dave Goerlitz.

Czyżby elektroniczne Camele?

To jeszcze nie wszystko, bo szef w przypływie czułości dopuścił możliwość palenia elektronicznych papierosów zapominając równocześnie, że tym samym ozłocił swoją konkurencję. Marketing jak zwykle ma jednak swoje drugie dno, dlatego Dave Goerlitz pomiędzy słowami promuje jedną z marek e-papierosów – Eclipse. Można się zatem tylko domyślać, jaki będzie kolejny ruch koncernu tytoniowego R. J. Reynolds Tobacco, tym bardziej, że sama szefowa koncernu – Susan Cameron nie ukrywa faktu, że pali Eclipse i e-papierosy Vuse.

Złote lata 60′, kiedy ponad 50% amerykańskiego społeczeństwa sięgała po analogi, dawno już minęły. Koncerny tytoniowe muszą więc szukać skutecznych alternatyw, aby zupełnie nie zniknąć z tak dochodowego rynku. Korzystają nawet z metody ośmieszenia własnego wizerunku, zaprzeczenia dotychczasowym ideałom marketingowemu działania, aby jednak w konsekwencji zachować swe dobre imię i zostać uznanymi za rycerzy walczących o zdrowie populacji. Czy to się jednak może im jeszcze udać?

Resztę pozostawiamy Państwu do oceny i przemyśleń mnie nasuwa się tylko jedno określenie ” HANDLARZE ŚMIERCIĄ”