Najpierw pozbądź się trądziku, a potem rozważ palenie e-fajek.

Rynek elektronicznych papierosów kwitnie, mimo różnych opinii na ich temat. Lobbing e-fajek też ma się nieźle, ale na tę chwilę koncerny tytoniowe pozostają o krok w tyle, ponieważ brak im wiarygodnych argumentów i pomysłów, jak zatuszować fakt, że analogowe papierosy są naprawdę śmiercionośne. Kiedyś, gdy marka Marlboro wypuściła na rynek swą słynną reklamę, której twarzą przez lata był kolejny „Marlboro Man”, mężczyźni próbowali się utożsamiać z tą postacią, a fajki sprzedawały się tak dobrze, jak uprzęże dla koni w Teksasie. Macho man koniecznie nosił kapelusz, mokasyny i odpalał papierosa. Te czasy odeszły już do lamusa wraz z pięcioma ofiarami tej kampanii, jakimi byli wszyscy kowboje – Marlboro Man. Każdy z nich zmarł w wyniku chorób płuc spowodowanymi wieloletnim wciąganiem tytoniowego dymu.

Dziś nie mamy już macho man’a, papierosów reklamować nie wolno, a rynek podbija urządzenie ładowane e-liquidem, które na szczęście jest wielokrotnie razy mniej szkodliwe, aniżeli popularnie zwane „fajki”. Nie przeszkadza temu nawet brak nośnej reklamy. Elektroniczne papierosy można kupić w kioskach, które porozstawiane są w dużych marketach. I oczywiście wszystko jest fajnie, bo ludzie mają prawo do wolności i do kupowanie czegoś, co zdecydowanie mniej truje, ale jednak pojawia się maleńki problem, który dość trudno rozwiązać. Uskarżał się na to jeden ze znanych lekarzy, pracujący w gdańskiej klinice, który w ramach własnej ciekawości obserwował młodzież kupującą e-papierosy na jednym ze stoisk. Był zadziwiony jak łatwo udawało się im zdobyć ten nabytek. Zaraz potem dumnie spacerowali wokół galerii handlowej, pozbawieni co prawda mokasynów i kapelusza, ale jednak raz po raz puszczający bezwonny dymek. Nasi bohaterzy bardzo chętnie opowiadali o zaletach elektronicznych papierosów. Chwalili się, że czasem palą e-fajki nawet podczas lekcji (oczywiście po kryjomu, ale jednak).

Czy nie odczuwamy pewnego zgrzytu? Coś tu jest jednak nie tak. Owszem, e -fajki mają masę zalet w porównaniu do tradycyjnych analogów, ale o zgrozo, nie są zabawką dla 13-letnich dzieci! Przychodzi mi na myśli pytanie, czy gdyby nie e-fajki to czy ta sama ilość nastolatków i te same twarze, równie chętnie sięgaliby po tradycyjne papierosy? Jest to niestety bardzo prawdopodobne, ale i tak nie powinno się ich tłumaczyć mniejszą szkodliwością czynu.

Wniosek jest jeden! sprzedaż e-papierosów musi zostać uregulowana twardymi przepisami, które będą konsekwentnie przestrzegane, a pani ze stoiska nie może się dać nabrać bajkom, jakie wciskają małolaty z trądzikiem, aby sobie modnie pochmurzyć.