O nadużywaniu wolności przez użytkowników elektronicznych papierosów

Piątek 21.11. pierwszy dzień „Kosogłosa” w polskich kinach. Cinema City w jednym z większych miast, w sali obłożenie na około 80% miejsc. 30 minut reklam, 120 minut filmu czyli 2 godziny bez fajki. Gdybym został w domu i oglądał coś na Polsacie mógłbym się najarać ile wlezie. Co pół godziny nadają 10 minut reklam – świetny czas żeby wyjarać w spokoju fajkę i zrobić kilka innych rzeczy. Ale cóż, wybrałem kino to teraz pocierpię. Zafunduje sobie za to słodycze 100 gram orzeszków w czekoladzie za 9 zł. W tej sytuacji mój nałóg staje się mało kosztowny. Za fajki płacę niecałe 15 zł i starczają na cały dzień. Orzeszków nie było już w połowie reklam 🙁 A gdybym nie był uczulony na eliquid to pewnie płaciłbym jeszcze mniej. Fiolka dobrego, produkowanego w Polsce płynu do e-fajek wychodzi o wiele mniej niż zwykłe śmierdziuchy, od których tak bardzo jestem uzależniony.

Ale do rzeczy, bo rzecz o e-papierosach i kinie.

W zatłoczonej sali kinowej jest ich trzech. Trzech szczęśliwców mogących bez skrępowania zaspakajać swój głód nikotynowy. Zaraz szlag mnie trafi, czemu ja nie mogę!!! Z przeżywania osobistej klęski wyrywają mnie jednak pomruki niezadowolenia kilku osób z sali, niezadowolenie dotyczy wapowania boskiego e-liquidu.

No właśnie, czy zatłoczona sala kinowa, przeludniony tramwaj w godzinach szczytu, przedział w pośpiesznym do Warszawy, albo szpitalny korytarz to odpowiednie miejsce na uruchamianie swojego sprzętu do e-palenia? Czy wolność jaką daje e-papieros można aż tak nadużywać?

A może coraz częściej rozszerzanie zakazów palenia o e-papierosy to efekt nadużywania wolności. Nie od dziś przecież wiadomo, że nic tak nie wkurza Polaków, jak szczęście innych Polaków.

Pomyślcie o tym następnym razem delektując się ulubionym smakiem e-liquidu w miejscu, w którym może to przeszkadzać innym.