Opowieść, jak to każdy zmyśla w sprawie e-papierosów

Warto uruchomić cykl artykułów, które miałyby na celu rozgramiać mity. Od czasu do czasu będę się zatem wcielać w rolę tej, która właściwie pozbawiona oręża, będzie komentować (bo nie rozgramiać), zwracać uwagę (bo nie wyprowadzać z błędu) na takie informacje, w których może się kryć nieco fałszu i obłudy będącej zupełnie bezpodstawną. Moim zamiarem nie będzie zatem tworzenie nowych teorii, ale poszukiwanie nieścisłości, które mogą w was-czytających, obudzić wątpliwości, zmusić do myślenia nad zadanym tematem oraz, co najważniejsze – uruchomić dyskusję.

Zacznę może od kwestii oficjalnego dokumentu WHO, jaki w październiku został opublikowany na konferencji poświęconej ograniczeniu palenia tytoniu na świecie. Już na pierwszy rzut oka wydaje się, że WHO ma tę samą wiedzą dotyczącą elektronicznych papierosów, co my wszyscy. Posługuje się identycznymi zarzutami (bądź co bądź niczym niepopartymi).

W dokumencie przyznaje, że elektronicznym papierosom brakuje badań, szczególnie tych niezależnych, a nie organizowanych na zlecenie poszczególnych koncernów. Dalsze podpunkty, to już taka pisanina, którą i wy bez problemu byście samodzielnie ułożyli, a zatem o tym, że e-papierosy faktyczne MOGĄ wydzielać mniej substancji toksycznych podczas palenia i dalej, że MOGĄ (ale nie muszą?) być rakotwórcze, że owszem zdarza się pewnie zupełnie incydentalnie, że ludzie przechodząc na e-palenie rzucają swoje uzależnienie raz na zawsze. Także i to powinniśmy, w myśl WHO, traktować wyłącznie niby ot taką sobie anegdotkę na towarzyskim spotkaniu, podobnie do tej, że diabeł z rogami chodzi po domach i chce grać w karty. WHO się pewnie nieźle uśmiało, gdy ktoś próbował im wmówić, że z nałogu można naprawdę wyjść za pomocą e-fajek (a przecież można i wszyscy mają tego świadomość).

No to poważnie podsumowując dokument utworzony przez twarde i mądre głowy z WHO:
Bardzo chcieliby wierzyć, że e-papierosy nie są beee, ale niestety, to im się w ogóle nie udaje (biedni).
Są przekonani, że należy wprowadzić zakazy, nakazy i regulacje – ależ oni odkrywczy!
Uważają, że powinno się szybko i skutecznie zakazać sprzedaży osobom nieletnim – oho! To chyba wiadomo już od zawsze, że zabawa z używkami jest niebezpieczną grą.

Czyli co robi WHO? Dokonuje podsumowania i nie dzieli się z nami żadną konkretną wiedzą na temat e-papierosów, powielając wyłącznie wiedzę powszechną. Uważam jednak, że szanowana i autorytarna instytucja powinna się posilić o coś bardziej kreatywnego i mniej odtwórczego, jeśli chce być nadal traktowana poważnie. Poza tym, dzielenie się swoimi narzekaniami na temat faktu, że wciąż nie ma badań dotyczących e-fajek, jest tylko objawianiem swej bezradności i nikłości własnych poczynań. WHO – sądziliśmy, że stać was na więcej…