Pink Fury „pasta do zębów” e-liquid

Od niedawna poddajemy intensywnym testom, e-liquidy nowej marki na polskim rynku – Pink Fury. Jeśli uważnie śledziliście nasze poprzednie artykuły, zdążyliście się zorientować, że marka ma dosyć specyficzny design a producent oryginalnie podchodzi do tematu marketingu. No dobrze, ale jak tak naprawdę jest ze smakiem i jakością nowych e-liquidów? Dziś już mogę coś powiedzieć na ten temat.

Na początku zaznacze, że płynów od Pink Fury nie ma jeszcze w sklepach a testy opieraliśmy na próbkach, otrzymanych dzięki uprzejmości firmy. Po odpakowaniu paczki moim oczom ukazało się 20 opakowań reprezentujących dostępne smaki liquidu. Prosta butelka o pojemności 15 ml obklejona etykietą o białym tle, zawierającą dokładne informacje o tym, z czym mamy do czynienia zdecydowanie ma coś w sobie. Wygląda schludnie a jednocześnie nie jest nudna. Fajnym rozwiązaniem jest umieszczenie na jej brzegu miarki dzięki której jesteśmy w stanie odczytać przybliżoną ilość pozostałego w opakowaniu płynu.

Przejdźmy do sedna, czyli wrażeń z wapowania e-liquidu. Na początku miałem problem z wyborem smaku, który chciałbym przetestować jako pierwszy. Po chwili zastanowienia, postawiłem na „pastę do zębów”. Muszę przyznać, że trochę rozbawiła mnie ta nazwa. Nie do końca byłem pewny czego się spodziewać, ale przypuszczałem, że może chodzić o smak opierający się na jakimś miętowym lub mentolowym aromacie. Ponieważ jestem zagorzałym fanem wszystkiego, co jest związane z tą rośliną wybór był oczywisty. Znajomi żartują, że można mnie nakarmić szuflą miętowymi cukierkami, napoić przy pomocy wiadra miętową herbatą a po takim „posiłku” spokojnie sięgnę po swojego moda i z przyjemnością zaciągnę się chmurą mentolowego e-liquidu. Myślę, że ten opis jest dosyć bliski prawdy… wróćmy jednak do głównego tematu artykułu czyli recenzji. Nadszedł w końcu moment w którym napełniłem clearomizer, zaciągnąłem się po raz pierwszy i… po prostu mnie zatkało. Tak mocnego, mentolowego e-liquidu jeszcze nie próbowałem. Pierwsze wrażenie naprawdę było wyjątkowe, trochę szokujące ale jednocześnie przyjemne. Liquid jest niezwykle orzeźwiający. Po tym jak pierwotny szok przeminął, mogłem lepiej się skupić na smaku. Na szczęście nie odczujemy w nim tytułowej pasty do zębów czy chemicznego posmaku. Aromat jest wyjątkowo ostry i rześki. Przypomina mi trochę miętowy likier na spirytusie, który mój znajomy skrycie produkował w czasach studenckich. Główną składową smaku jest mentol, wytrawny ale jednocześnie nie cierpki czy gorzki. Po jakimś czasie da się wyczuć delikatną eukaliptusową nutę. Pozytywną rzeczą związaną z „pastą do zębów”, jest to, że nawet po dłuższym czasie wapowania smak nie jest nużący. Chmura którą wydychamy jest gęsta, co dla wielu osób może być ważną informacją.

Podsumowując, Pink Fury e-liquid o smaku „pasty do zębów” pozytywnie mnie zaskoczył. Doskonały, wyjątkowo mocny smak i gęsta chmura sprawiają, że na stałe powinien zagościć w moim clearomizerze. Polecam!

WIĘCEJ – www.pink-fury.pl