Smoant Charon 218W – czyli jak zrobić tanie, stabilne i świetnie prezentujące się zasilanie

Czy można mówić o sukcesie ? W pewnym sensie tak – jest wiele firm, które tworzą tanie i dobre zasilania ze stabilną elektroniką. Dzisiaj parę słów o Smoant Charon opartym o elektronikę z poprzednika – Battlestar z lekkim update do 218W.

Pierwsze wrażenia – miłe zaskoczenie jakością, detalami i wyglądem zasilania. Konstrukcja wykonana ze stopu aluminium – dostępna w 4 wersjach kolorystycznej – miedzi, złocie, srebrze oraz czerni.

Przyciski dobrze reagują, wyświetlacz jest prosto osadzony, port microUSB wytrzymały – jedynym drobnym mankamentem jest delikatnie ruszająca się klapka, ale przy tej konstrukcji jest to zupełnie normalne.

Klapka – wsuwana i utrzymywana na magnesach neodymowych. Wersja podstawowa oklejona jest naklejką z imitacją czarnej strukturalnej skóry – przyjemna w dotyku – jakościowo odpowiada klasie zasilania. Dostępne są również wersje oklejone kilkoma wzorami – w tym moro, miejmy nadzieję,że naklejki będą również dostępne pojedynczo tak, by każdy użytkownik mógł samodzielnie je wymienić.

Na bokach zasilania producent umieścił łącznie 8 otworów wentylacyjnych – fajnie zaznaczonych w bryle zasilania.

Wysokość zasilania to 91mm grubość 25mm oraz szerokość 53mm. Dobrze leży w dłoni dzięki zaokrąglonym krawędziom. Zasilanie bez akumulatorów waży niespełna 200 gram.

Pod klapką – kryje się czysty koszt na 2 wysoko prądowe akumulatory 18650 ustawione szeregowo. Piny na dole zasilania na mocnych sprężynach – każdy z nich pozłacany dla zwiększenia przewodności. Kosz jest schludny i oznakowany biegunowością montażu baterii.

Głowica – umiejscowiona na brzegu zasilania w efektowny sposób została pokryta delikatnym grawerem laserowym. Sześciokątny pin kontaktowy – ruchomy, dość twardy – dostosowuje się wysokością do każdego parownika. Głowica wykonana jest ze stali nierdzewnej, pin został dodatkowo pozłocony – parowniki do 25mm nie wystają poza linię urządzenia.

Elektronika – to ten sam moduł co w poprzedniku Battlestar 200W z tym,że zyskał aktualizację do 218W. Jest stabilny i jak na klasę zasilania bardzo dobry. Minimalna obsługiwana oporność to 0.1 ohm – moc wyjściową możemy płynnie regulować. Elektronika pozwala regulować temperaturę dla drutów z niklu, stali nierdzewnej, tytanu oraz nichromu – posiada również TCR – ręczne ustawienia temperaturowe.

Wyświetlacz jest jasny i czytelny – na głównym widoku widzimy aktualna moc lub temperaturę, aktualną oporność a podczas użytkowania aktualnie podawane napięcie.

Belka baterii – informuje nas o stanie naładowania – moim skromnym zdaniem jest delikatnie źle ustawiona – na 1 kresce lub na pustej baterii można wapować jeszcze bardzo długo.

Port microUSB – umożliwia aktualizację ( jeżeli takowe będą dostępne od producenta ) oraz ładowanie akumulatorów – przebiega bardzo wolno i o wiele lepiej jest ładować akumulatory w ładowarce zewnętrznej.


Słowem podsumowania – Biorąc pod uwagę cenę, która za granicą przekracza lekko 200 zł zasilanie jest godne powiedzenia. Użyte materiały są dobrej jakości, przyciski przyjemnie klikają i dobrze reagują – konstrukcja jest spójna, dobrze wykonana i przyciąga uwagę. Elektronika jest stabilna, łatwa w obsłudze – kontrast i jasność wyświetlacza mimo braku regulacji są dobre. Śmiało możemy polecić to zasilanie !


Po więcej informacji zapraszamy na stronę producenta : TUTAJ