Temperature Control – What the fuck?! Luźne omówienie.

TC jest proste, ustawiasz, blokujesz i jazda.

No kurwa nie, a dlaczego? Zaraz opiszę z lekka całe zagadnienie TC dla początkujących. Sam osobiście nie jestem fanem tego sposobu, do smaku używam drippera a dry-hitów nie zdarza mi się strzelać (bynajmniej nie na tankach). Pomiar temperatury odbywa się za pomocą obliczeń algorytmu na podstawie zmiany oporności druciwa pod wpływem temperatury. Do trybu TC używane są specjalne druty (Ni200, Ti lub SS 316 – te są najbardziej popularne) które pod wpływem temperatury mają znaczne różnice oporności.

Dlatego, TC wbrew wszelkim oczekiwaniom i szamanom vapingu nie jest jakąś pierdoloną kostką w boxie czy chipem. Tutaj, niezbędny jest bardzo dokładny układ do mierzenia oporności (Zauważyliście, że grzałki zanim weszło TC oporności miały zazwyczaj do jednego miejsca po przecinku?) o zakresie mierzenia przynajmniej dwóch cyfr po przecinku. Powiedzmy, że przykładowo drut niklowy ma odchylenie oporności na poziomie 0.02 ohm przy podgrzaniu o każde kolejne 20 stopni C’ (licząc od temperatury pokojowej). To jeśli wykurwimy mu z 200’C to opór podskoczy o około 0.2 ohm (czysto hipotetycznie, proszę o nie przypierdalanie się do wartości liczbowych).

W większości urządzeń dostępnych na rynku, sami blokujemy opór, więc jeśli zablokujemy opór na podgrzanej grzałce dajmy na to o 30 stopni, to każde kolejne ustawienie będzie o te 30 stopni przekłamane (dla 30’C + temp. pokojowa). Czyli, jak takie oszustwo odjebiemy, to jak sobie wlulimy dajmy na to 220’C to tak naprawdę będziemy mieli 250’C. Mało tego, urządzenia typu Kangertech 200W TC, iStick 100W czy inne tego typu mierzą opór tylko raz na jakiś czas, jak dłużej nie walimy w płucala. Więc gdy zmienimy temperaturę pokojową, na temperaturę „mroźną” bądź „sauno-podobną”. Wtedy nasz ukochany inhalator kieszonkowy zapyta „Ziom, zakupiłeś nowy atomizer?”, bo tak właśnie traktowana jest nagła zmiana oporu przez kutasiarza dalej zwanego modem. A my wtedy musimy mu kliknąć „Nie ziom” bo jak wciśniesz inaczej, to znów zmieni się opór pod wpływem temperatury i elektronika poda zakłamaną temperaturę (łgarz jebany).

Inaczej ma się sytuacja z elektroniką z wyższej półki, ona nie pyta – ona rozumie. Tak całkiem serio, grzałę inputujesz raz, i ona sobie jest. Elektronika sama non stop mierzy sobie oporność na podstawie pojedynczego odczytu.

Czyli odpowiedzmy sobie na proste i ważne pytanie „NA CHUJ MI TO GÓWNO?!”

Otóż, nie pierdolniesz bobra – NIGDY. Tryb VW grzeje cały czas i ma w dupie czy myślisz czy nie, czy transport wyrabia czy nie, czy masz jeszcze sos w kiblu, czy nie. Po prostu robi to co ma robić. TC natomiast wyczuje każdą, nawet najbardziej spierdoloną różnicę temperatury i jak zacznie coś się za mocno grzać (co jest wynikiem bobra moje dzieci) to albo chmury nie będzie, albo będzie mała. Generalizując – nie chce Ci się myśleć to odpal TC.

Tak samo jeśli chodzi o podgrzewanie sosu i rozładowanie akusów. VW grzeje, po prostu – i ma w dupie. TC z kolei, używa takiej mocy jak VW ale tylko do określonej temperatury. Dlatego jest bardziej oszczędny względem sosu i akusów. Niektórzy twierdzą że lepiej oddaje smak – jak dla mnie kwestia dyskusyjna.

Wiadomo, że wskazań na wyświetlaczu naszego kieszonkowego inhalatora też nie traktujemy jak amen w pacierzu. Nawet najlepsze urządzenia mogą mieć amplitudy z rzędzie +/- 5’C. Musisz poznać swój podgrzewacz zanim znajdziesz swój złoty środek.