Wapujesz a nie podpisujesz!

Nie dalej jak wczoraj przedstawiłam wyniki głosowania EFVI. Jak można się było domyślać, nie było żadnego przełomu. Dlaczego? Otóż na pewno nie dlatego, że nie ma tak wielu wapujących osób w Europie czy w Polsce, jak byśmy się tego spodziewali. Osiem tysięcy zebranych w Polsce podpisów nie robi jednak wrażenia, jeśli porównamy tę liczbę z 500 tysiącami czynnych e-palaczy w Polsce. Mało tego, przecież ta liczba nieustannie się zwiększa, a świadczą o tym choćby statystyki dotyczące spadku dochodów z akcyzy.

Szacuje się, że obecnie około 10% palaczy, którzy miłowali się do tej pory w rakotwórczych substancjach spalanych w analogowych papierosach, słusznie z tego hobby zrezygnowało i przerzuciło się na e-papierosy. Jakiś czas temu przygotowano nawet ciekawą kampanię na ten temat pod bardzo porywającym hasłem: „E-palenie może uratować miliony istnień”. Jak się szczęśliwie składa, wielu z tradycyjnych palaczy rozpoczęło swoją przygodę z wapowaniem i dziś mówią, że to była najsłuszniejsza decyzja w ich życiu. Najlepszym argumentem świadczącym o tym, że elektroniczne papierosy naprawdę nie posiadają w sobie substancji rakotwórczych, są badania prof. Andrzeja Sobczaka z Zakładu Chemii Ogólnej. Dodatkowo, udowodniono także, że ilość nikotyny w wydychanym powietrzu e-palacza jest aż 10-krotnie niższa, niż w strumieniu powietrza dobiegającym z ust analogowego palacza. Takie pojęcie, jak palenie bierne nie ma więc właściwie racji bytu w przypadku wapowania. I to nas jeszcze nie przekonuje?

No jakoś nie, bo mało kto angażuje się w choćby tak słuszne oraz ważne dla wapującego środowiska kampanie, jak EFVI. A to wielka szkoda, bo przepisy, jakie zamierzają wprowadzić decydenci, nie wróżą nic dobrego. Czarne chmury zatem nad e-palaczami, rzec by można z ich oczywistą aprobatą, bo brak sprzeciwu pod petycją EFVI oznacza niemal to samo, co milcząca zgodę na wszystko, nawet na odebranie ostatnich podrywów wolności płynących z wapowania.

Jak to jest, że wartość rynku e-papierosów nieustanie wzrasta i szacuje się go obecnie na 500 mln złotych, a podpisów tych, którzy realnie dokładają się do tego interesu zabrakło.

Wiem, przemawia przeze mnie jakiś trudny do opisania żal, ale jednak spróbuję siebie przekonać, że może jednak petycja EFVI była jeszcze zbyt mało nagłośniana, choć troszkę w to nie wierzę. Żeby jednak nie utopić się we własnym żalu – spróbuję.