Wielki boom na e-papierosy trwa!

Istnieją miejsca na świecie, gdzie sprzedaż elektronicznych papierosów oraz e-liquidów uważa się za swoistą kulturę. Z wielką świętością i namaszczeniem traktuje się tam klientów, zgodnie z zasadą, że jak już się czymś zajmować to z pasją i wiedzą na temat produktu oraz całej branży. Oczywiście, nie mam na myśli polskich sklepów, ani nawet europejskich. Mowa tu o Stanach Zjednoczonych, a konkretnie o Oklahomie, gdzie palenie tytoniu zawsze było czymś więcej, niemal sposobem na życie, a nie wyłącznie przykrym nałogiem. Pewnie ma to związek z Indianami, którzy wieki temu żuli tam tytoń.

Są dziś jeszcze ludzie, którzy dość poważnie traktują branżę e-papierosów i wiele o niej wiedzą. Jednym z nich jest rasowy kowboj po przejściach, który w Oklahomie prowadzi ponad 4 sklepy dla wapujących. Dokładnie tak należy je nazwać, nie są to bowiem tylko miejsca, gdzie sprzedaje się e-papierosy, ale sklepy dla pasjonatów, ludzi wapujących, którzy wymieniają się doświadczeniami związanymi z chmurzeniem oraz dzielą smakami. Sam właściciel, groźnie wyglądający, brodaty i bogaty w tatuaże Nick Whitson z namaszczeniem przygotowuje swój napar dla klientów. Chętnie zajmuje go miksowanie e-liquidów, tworzenie wyjątkowej mieszanki smaków, którą kupujący się zachwycają. Obecnie jest to w Oklahomie legalne, ale zarówno właściciele sklepów, jak i klienci zastanawiają się jak długo to jeszcze potrawa i z obawą patrzą w przyszłość. Boją się momentu, kiedy ich niewątpliwy sposób na życie zostanie obłożony restrykcjami oraz przepisami, które zabronią im cieszyć się swoją wolnością związaną z e-palaniem.

Urzędnicy przyglądający się zaawansowanym operacjom mieszania e-liquidów z przerażeniem komentują, że z pewnością jest to opatrzone dużym ryzykiem, groźne dla zdrowia i niehigieniczne, a klienci kupujący takie cuda robią to wyłącznie na swoją odpowiedzialność. Rzeczywiście, kupują wyłącznie z własnej nieprzymuszonej woli i chciałoby się powiedzieć, co takiego? Bardzo ubolewam, że w naszym XXI wieku wszystko musi być od razu obłożone restrykcjami, zbadane, poddane wszechobecnej kontroli i nieustannie monitorowane. Nie ma dziś już pola do popisu dla pasjonatów i miłośników czegokolwiek. Nie sądzę, aby z własnej woli chcieliby zrobić sobie jakąś krzywdę i jestem przekonana, że są ostrożni, a przede wszystkim cieszą się z wapowania w swoim indywidualnym stylu. No ale dziś i to musi im zostać odebrane, a restrykcje sięgną także Oklahomy i Stanów Zjednoczonych, które jednak najbardziej kojarzą się nam z wolnością.

Póki co, wielki boom trwa, a w Oklahomie roczne zyski tylko z 4 sklepów dla wapujących przekroczą 4 miliony dolarów.