Wiesiek Thorem, rzut oka na kolejny atomizer by Jay-Bo

Zacznijmy, od samego Jay-Bo, bez kitu facet ma jaja. Przebył długą drogę i wpierdolił swoje zęby na ogarnianiu designu wielu kozackich sprzętów, które zadowalało wieeelu vaperów. Facet wprowadzał zakręcone nowości, których sądzę że nikt inny by się nie podjął – od atomizerów Tobh po samego Reuleauxa wyprzeda czas o jakąś dekadę. Thorem jest jest ostatnim wymysłem i to właśnie jemu będziemy się przyglądać.

Wszystkie znaki na niebie, ziemi i dupie pokazują że atomizer będzie czymś fenomenalnym, ja jako gość, który przede wszystkim oczekuje smaku stwierdzam że Thorem ma mi go kurwa dać i koniec.

Jest trochę jak Avocado, ale prostszy.

W wielu aspektach Thorem jest jak Avocado od Geek Vape, RTA które też było bardzo ciepło przyjęte w kręgach vaperskich. Thorem, tak jak Avocado ciągnie sporo rzeczy od atomizerów typu Genesis wplatając w to rozwiązania obecnych RTA. Pierwsze co daje się zauważyć to bardzo łatwy input szmaty, w Avocado było to bolesne jak kaktus w dupie, czy drzazga w fiucie. Jay-Bo jednak ma łeb na karku i coby nie sprawiać nam kurwicy przy wkładaniu szmaty, zastosował u góry ring który daje nam bardzo łatwy dostęp do tego wszystkiego tam w środku. Wiadomka, ładujesz szmatę w grzałę i w te dwa pierdolone otworki – po czym na lajcie nasuwasz na to szkło, bez większych bóli. Deck ma uszczelkę, więc nie musisz już nigdy więcej dostawać kurwicy – Dzięki Jay-Bo, spoko gość z Ciebie.

Kolejne, to uzupełnianie – Thorem ma ceramiczny „izolator”, który zamontowany jest w top capie, więc wystarczy delikatnie wysunąć top-cap żeby odsłonić dziurę to lania sosu. Kolejny punkt dla Jay-Bo.

Deck atomizera jest 4-ro słupkowy, możesz na nim kręcić setupy z drutów standardowych aleeee… Skurwiel przychodzi z zamontowanym Notch Coilem, więc chuj, mamy full wypas na samo „Dzień dobry”. Komin urządzenia jest relatywnie mały, więc odczucia smakowe wypierdolą Ci gałki oczne w kosmos. Z kolei air-flow wbudowany w top-cap pozwala ustawić go na większe odczucia smakowe lub chmurne, albo jakiekolwiek pierdolone ustawienie gdzieś po środku.

Jeśli patrząc na niego okiem mojego poczucia estetyki, atomizer jest całkiem w pytkę, lubię atomizery które nie są popierdolone jak klucz wiolinowy, ich design musi mówić prostym i zrozumiałym językiem. Jeśli jest inaczej to zamykam oczy przy chmurzeniu.

Obecnie, jestem w stanie zaryzykować stwierdzenia, że może być to jeden z najlepszych pomysłów Jay-Bo (przynajmniej póki co).

A Wy, jakie macie swoje typy – najlepszych urządzeń od Jay-Bo? Jebnijcie w komentarzu.