Z pamiętnika czterdziestolatki – Dzień 1

No tak. Zgodnie z daną sobie obietnicą dziś wypada pierwszy dzień mojego nowego życia. Mam już plan i teraz czas na jego realizację. Nie będzie to jednak już od dziś takie łatwe, bo dzień wczorajszy zakończył się małą imprezką. Efekt- gigantyczny kac. Chociaż ostatnio usłyszałam, że kaca mają faceci, a kobiety to tyko głowa napitala. Oj! Rzeczywiście tak jest.

Wstając rano z łóżka miałam wrażenie, że moja głowa skleiła się z poduszką. Zapodałam sobie dość pokaźną dawkę kompleksu witaminowego, bo ponoć pomaga. Do tego dwa duże kubki gorącej i pachnącej kawki i oczywiście papierosek. Nie wiem czy był to najlepszy pomysł, bo on właśnie spotęgował wrzenie w mojej głowie. No nic jakoś trzeba przeżyć ten dzień. Zastanawiałam się, czy nie wziąć wolnego i zostać w łóżku, jednak zdecydowałam, że praca uszlachetnia i zapewne i mnie pomoże.

W pracy jakiś koszmar. Włączyłam komputer i w pierwszym momencie byłam pewna, że padła mi karta graficzna. Dziwnie drgał obraz w moim komputerze, a do tego zaczęły zlewać mi się cyferki. Ups… ewidentne oznaki głodu, albo spadku poziomu alkoholu we krwi. Zawsze jednak można to „przepalić”- może pomoże i dam radę jakoś funkcjonować. Niestety nie pomogło, a było jeszcze gorzej. Cholera to jakiś koszmar. Miałam przecież rzucić palenie. Dziś zapewne tego nie zrobię, bo zbyt źle się czuję, ale muszę się do tego zabrać, ale zabrać jakoś z głową.

Już kiedyś podejmowałam próby „rozstania” jednak nic z tego nie wyszło. Pamiętam jak pierwszy raz „przestałam” palić. Było to jakieś 15 lat temu. Razem ze znajomymi wybrałam się na jednodniową terapię, po której mieliśmy nie palić. Może i faktycznie to działało, bo jednak znajoma od tamtej pory nie pali. Tak czy inaczej było to dość ciekawe doświadczenie. Wtedy to była jakaś nowość. Cudowny i o ile dobrze pamiętam dość kosztowny „zabieg”. Pani przed wejściem kazała nam zapalić papierosa. Mieliśmy wypalić połowę a resztę czyli tzw. kiepa- jej zwrócić. Wrzuciła go do jakiegoś pojemnika, a nam na głowy założyła jakieś metalowe obręcze. Siedzieliśmy tak chyba kilkadziesiąt minut i już… już mieliśmy nie palić.

A! Co istotne- po tym zabiegu, w ciągu doby mieliśmy wypić po 5 litrów wody, a potem chyba każdego dnia po 3 litry. Faktycznie nie paliłam tylko piłam. Wypiłam chyba beczkę tej wody, ale niestety poniosłam porażkę. Po dwóch tygodniach rzuciłam picie, a wróciłam do palenia. Nic jednak nie jest w stanie zastąpić tej cudownej chwili z papieroskiem. I jak tu się z nim rozstać?