Z PAMIĘTNIKA CZTERDZIESTOLATKI – DZIEŃ 11

W sobotę jak zwykle od rana zakupy. Na szczęście dziś udało mi się z nimi wyjątkowo szybko uporać, więc mogłam spokojnie przygotować się do wieczornej imprezki. Na obiad zamówiłam pizzę, aby nie tracić czasu na gotowanie obiadu.

Cholera, my kobiety jesteśmy czasem naprawdę bardzo próżne. Niby zwykła imprezka a szykujemy się jak na bal tysiąclecia. Nie robimy tego dla facetów, chociaż im zwykle sprzedajemy taki powód. Robimy to dla innych kobiet a dokładnie tylko po to aby na ich twarzach zobaczyć chociaż cień zazdrości. Nie ma znaczenia o co, a w zasadzie najlepiej aby inne kobiety zazdrościły nam wszystkiego. Istotny i kluczowy jest ten błysk w oku innych kobiet. Pominę w tej chwili imprezową kreację, która koniecznie musi tuszować wszelkie nasze mankamenty. Ważny jest całokształt, a więc skóra, włosy, paznokcie i oczywiście makijaż. U mnie niestety również hormon dominujący to estrogen, więc nawet jeśli wstyd głośno się do tego przyznać- postępuje dokładnie tak samo.

Kierując się chęcią usłyszenia od moich koleżanek wszystkich odmian „ochów” i „achów” najpierw nałożyłam na włosy mieszankę olejów z żółtkiem, zawinęłam je w foliowy worek a potem zrobiłam super piling- mieszankę oleju z kawą. Niestety cholernie dużo czasu pochłonęło mi spłukanie tych tłustych mieszanek, więc nie za wiele zostało mi czasu na udoskonalenie reszty. W każdym razie na imprezę jakoś uda mi się wyszykować. Wprawdzie nie wszystko wyszło tak jak miało, ale nadrobię to przecież nową torebką i butami:)

Na imprezce oczywiście, zgodnie z moimi oczekiwaniami było mnóstwo „ochów” i a „achów”- nie ważne czy szczerych czy też nie, ważne, że były:) Jak się jednak okazało najwięcej „achów” dostał mój e-papieros, którego dumnie paliłam siedząc przy stoliku, podczas gdy całe moje towarzystwo marzło na zewnątrz.