Z pamiętnika czterdziestolatki – Dzień 12

Po wczorajszej imprezie niestety dzień nie rozpoczął się dla mnie najlepiej. Obudziło mnie gigantyczne pragnienie. Ku memu zdziwieniu, tylko pragnienie, a żadnego bólu głowy. To zapewne zasługa e-papierosa. Zwykle po takich imprezkach, gdzie wypalałam prawie paczkę fajek moja głowa ważyła tonę. Dzisiaj natomiast żadnego bólu – tylko zwykłe, banalne pragnienie. Wszystko wskazuje jednak na to, że e-papieros był dobrą inwestycją. Postanowiłam w związku z tym zainwestować w e-liquidy.  Po wypiciu kilku szklanek wody, zaparzyłam poranną kawkę i ruszyłam na poszukiwaniu czegoś odpowiedniego dla mnie. Wybór e-liquidu, a zwłaszcza producenta nie był jednak taki łatwy.

W sieci można jak wiadomo kupić wszystko za bardzo rozbieżne ceny. Niewielu sprzedawców jednak daje gwarancję na swoje eliquidy – mam oczywiście na myśli gwarancję jakości i bezpieczeństwa. Jako, że decydując się na zakup e-papierosa miałam na uwadze swoje zdrowie, tym też kierowałam się przy wyborze sprzedawcy. Dzięki tym poszukiwaniom poszerzyłam też nieco wiedzę na temat e liquidów.

Z jakich półproduktów, kto produkuje. W wielu przypadkach skład jest wielką niewiadomą. Na dobrą sprawę ktoś w swojej własnej piwnicy może coś ze sobą zmieszać, wlać w wątpliwej jakości butelki, a i tak znajdzie chętnego na swój produkt. To żałosne, ale niestety prawdziwe, że wielu ludzi zwykle kieruje się niską ceną, nie zaważając na jakość. U mnie na szczęście zwyciężył jednak zdrowy rozsądek i postanowiłam zamówić e-liquidy, może droższe, ale mające tylko dobre opinie, produkowane przez firmę, która gwarantuje bezpieczeństwo użytkowania swoich produktów. W końcu to ja, to coś będę wdychać każdego dnia.