Z pamiętnika czterdziestolatki – Dzień 3

„Usuń ze swojego słownika słowo problem, a zastąp go słowem wyzwanie”.  Bardzo mądre i krzepiące słowa. Moim problemem od wczoraj jest kapuścianka. Do pracy zabrałam dwa słoiki tej „pysznej” i pożywnej zupki. Mam w pracy kuchenkę, więc podgrzewałam i jadłam. Jednak aby się najeść musiałabym przestać pracować, a bez przerwy jeść tą cholerną zupę. Zupa skończyła się w okolicy południa. Co wcale nie oznacza, że zaspokoiła mój głód. Wprost przeciwnie, rozwścieczyła nie tylko mój żołądek, ale i mnie. Mimo to jakoś dałam radę. Na głód bowiem świetnie sprawdza się papieros. Niestety aby zapalić muszę wyjść na dwór i zapewne niebawem te „dymki” przypłacę katarem. Ale cóż, jak wspomniałam wcześniej – zupa jest i będzie moim wyzwaniem. Dam radę od jutra. Dziś w każdym razie po pracy pizza.

Faktycznie zaraz po pracy wybraliśmy się na pizzę. Piątek popołudniu, więc i okres wyczekiwania nieco dłuższy. Cała pizzeria – takich samych jak ja – wygłodzonych ludzi, a roznoszący się zapach nie jest naszym sprzymierzeńcem. Do tego wszechobecne zakazy palenia. Hmm… tak sobie myślę, że ja jako palacz jestem osobą dyskryminowaną. Palenie, jest „moje”, to nierozerwalna część mojej osoby. Dlaczego, więc gdzie się nie udam wszędzie napotykam przeszkody w postaci zakazów? Rozumiem zakazy wprowadzane w urzędach, w pracy, czy w szkole. Jednak wyjście do restauracji ma być relaksem. Ma być, a niestety nie jest. Dla każdego palacza restauracja to nie relaks, to oczekiwanie na jedzenie przypłacone głodem nikotynowym czyli cierpieniem. Podobnie jak kilku czekających, aby zapalić musiałam wyjść na zewnątrz. Gdy wróciłam pizza już czekała. Niestety zimna.  Nic tak nie poprawia nastroju wygłodzonemu człowiekowi, jak zimna pizza i do tego jeszcze brak nikotyny.

Muszę w końcu znaleźć sposób, aby rzetelnie wywiązać się z danych sobie obietnic. Zupa poniosła fiasko, pizza też niestety nie należała do udanych więc po powrocie do domu zapchałam żołądek bezkształtną masą w postaci moczonej pszenicy. Zła i głodna postanowiłam zmierzyć się z moimi bolączkami po weekendzie. Z tego też powodu tuż przed snem zjadłam grillowane żeberka i szczęśliwa, bo najedzona poszłam spać.