Z pamiętnika czterdziestolatki – Dzień 4

Sobota. Niby dzień wolny, ale niestety nie dla każdego. W soboty zwykle wolne mają faceci. Im się należy, po całotygodniowej pracy. Kobiety niestety wykorzystują to wolne nieco inaczej. Wstajemy skoro świt, aby jeszcze przed tłumem podobnych nam zdążyć zrobić zakupy. Z siatkami w dłoniach podróżujemy pomiędzy jednym a drugim sklepem. Czasem te zakupy przypominają polowanie lub walkę. Wiele zależy od tego co w danym dniu jest w promocji.

Promocje w naszym kraju cieszą się wyjątkowym powodzeniem. Czasem wystarczy sam napis „Promocja” a ludzie lgną do tych towarów jak do miodu. Ostatnio liderem w promocjach jest sieć sklepów spożywczych Lidl. Youtube jest pełen filmików z takich właśnie promocji, gdzie ludzie swoim zachowaniem cofają się do czasów PRL, kiedy to zdobycie jakiegokolwiek produktu trzeba było przypłacić walką a czasem siniakami czy w skrajnych przypadkach ubytkiem w uzębieniu.  Nijak ma się ta sytuacja to rzeczywistości, w której praktycznie każdy Polak narzeka na brak pieniędzy. Gdy jest promocja ludzie zapominają to takich drobnostkach, ich celem jest zdobycie upragnionego towaru. Nie ważna jakim kosztem, ważne, że z pakietem często zbędnych rzeczy wracają do domu.

Zakupy mam już za sobą. Z wypełnionym po brzegi bagażnikiem wracam do domu. W domu cóż – misja sprzątanie. Dobrze chociaż, że w domu mogę spokojnie wypić pachnącą kawkę i zapalić okropnego, acz ukochanego – śmierdzącego papierosa. Do dupy to moje planowanie, bo odkąd postanowiłam przestać palić non stop myślę o paleniu. Sumiennie jednak macham szczotką i pracuję ścierką puszczając przy tym co chwila cudownego dymka. Zwykle posprzątany dom pachnie świeżością, a u mnie niestety pomimo skutecznej walki z kurzem wszędzie kłębią się smugi papierosowego dymu. To nie dom – to popielniczka! Ale co tak- z pomocą jak zwykle przychodzi skuteczny odświeżacz powietrza.

Wieczorem jak to zwykle w sobotę, spotkanie ze znajomymi. Na moje szczęście – dziś tylko palący. Jakoś podświadomie unikam dłuższych kontaktów z osobami niepalącymi. Takie spotkania są zupełnie bez stresu. Nikt się nie spina, nikogo nie męczy głód – każdy wtedy miło spędza czas. Niestety po ich wyjściu, pomimo niskiej temperatury za oknem – dom wymaga wietrzenia. Nie da się oddychać bo wszędobylski dym szczypie w oczy. Zakładamy więc grube polary i wietrzymy. W domu zimno jak cholera, więc do polara zakładam jeszcze parę grubych skarpet i zasypiam pod dwoma grubymi kocami.