Z pamiętnika czterdziestolatki – Dzień 5

Nie lubię niedzieli. Po niedzieli niestety zawsze jest poniedziałek! Jest jednak niewątpliwie plus tego dnia – można spać do bólu. Ja zwykle bez ograniczeń korzystam z tego przywileju i budzę się przed południem.

Przy porannej, a bardziej przedpołudniowej kawie, w TV przemówiła do mnie reklama pastylek, dzięki którym przestane palić. Pobiegłam, więc do apteki. W drodze powrotnej mając na uwadze, przerwę w „kapuściance” kupiłam jeszcze w cukierni kilka cudownie pachnących, świeżych ciasteczek. Z ciastkiem, kolejną kawą i papieroskiem zapoznałam się z ulotką cudownego specyfiku. Jasno z niej wynika, że mam łykać te pigułki co dwie godziny, ale co najważniejsze mam palić jeszcze 4 dni. To rewelacyjna terapia. Zdążę, w te cztery dni przygotować się do życia bez papierosa. Z racji, że potem nastąpi całkowite pożegnanie postanowiłam w te dni napalić się do woli.

Popołudnie postanowiliśmy umilić sobie zakupami. Na parkingu przed marketem okazało się, że nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł. Prawie godzinę, wraz z podobnymi nam,  kluczyliśmy samochodem po zawalonym parkingu, szukając jednego wolnego miejsca. Poszukiwania wolnych miejsc parkingowych wyzwalają w ludziach zwierzęce instynkty. Odnoszę wrażenie, że ten kto posiada głośniejszy klakson ma świadomość większej władzy, przewagi nad resztą. Kierowcy ogólnie dziwnie zachowują się w takich sytuacjach. Na zatłoczonych parkingach jest podobnie jak w korkach. Panowie kierowcy zwykle wykorzystując podniesiony poziom adrenaliny uderzają rytmicznie w kierownicę, rozładowując tym samym swoje napięcie. Ci spokojniejsi robią porządki w swoich nosach dłubiąc w nich bez opamiętania. Kobiety natomiast ze stoickim spokojem poprawiają włosy lub makijaż. Na szczęście jednak w końcu udało nam się zaparkować.

Z zatłoczonego parkingu trafiliśmy do podobnie zatłoczonego marketu. Niedziela, to dzień wolny, a dla niektórych nawet święty. Powinien to być dzień, który przeznaczamy na relaks i odpoczynek.  Na to właśnie liczyłam, wybierając się na zakupy. Na spędzenie tego czasu, w miłej i spokojnej atmosferze. Niestety tym razem się przeliczyłam. W markecie nastąpiło zderzenie z rzeczywistością, a mianowicie zderzeniem z dzikim i hałaśliwym tłumem ludzi.  Ten czas można już spokojnie zaliczyć do przedświątecznego szału zakupów i właśnie dokładnie tak to wygląda. Dlatego po niespełna godzinie postanowiliśmy wypić gdzieś kawkę i wrócić do domu. Kawka pyszna, ale jak zwykle na ścianie jasna i widoczna informacja o dyskryminacji mojej skromnej osoby w postaci zakazu palenia. Nie bardzo rozumiem dlaczego nikt do tej pory nie wpadł na pomysł, aby otworzyć kawiarnie tylko dla palących. Wtedy wszyscy byliby szczęśliwi. My palacze, moglibyśmy spokojnie napawać się smakiem kawy a niepalący nie mieli by powodów do narzekań. Atak niestety – wszędzie i wciąż jesteśmy jawnie i co gorsza – zgodnie z prawem dyskryminowani.