Z pamiętnika czterdziestolatki – Dzień 6

„Błogosławieni, którzy potrafią się śmiać z własnej głupoty, albowiem będą mieć ubaw do końca życia.” To mi chyba właśnie pozostanie – ubaw do końca życia, ale…. do celu.

Od wczoraj palę i łykam pigułki z reklamy TV. Efekt – czuję się jak po jaraniu trawki. Im więcej palę tym większe „ciekawe” doznania. Niestety ten stan nie sprawdza się w pracy, bo tam niezbędne jest skupienie. Do tego moi współpracownicy sprawiają wrażenie „rozmazanych”. Na domiar złego wracając z pracy wpakowałam się pod koła jadącego samochodu. Stojąc na przejściu dla pieszych, zamiast na światła pieszych patrzyłam na światła dla samochodów. Mając zakodowane, że mam iść prosto, gdy zaświeciło się zielone dla samochodów, do jazdy na wprost – poszłam. Tak – prosto pod koło jadącego auta. Kierowca oczywiście wyskoczył z samochodu, z pianą na ustach. Jedno trzeba mu przyznać – posiadał bardzo bogate słownictwo. Nigdy jeszcze nie usłyszałam o sobie tylu „ciekawych” epitetów. Gdy usiłowałam się wytłumaczyć kazał mi się przefarbować na blond.

Nic to – terapia z reklamy TV nie jest zdecydowanie dla mnie. Przyznam, że dawno temu rozpatrywałam zakup e-papierosa, ale moja przyjaciółka skutecznie mnie od tego odwiodła. Przemówiło wtedy do mnie porównanie, że palenie e-papierosa jest jak seks z wibratorem (i to i to sztuczny substytut). Co w tej chwili okazało się bez znaczenia. Chyba to jedyne co mi pozostało. Cały wieczór spędziłam więc z tabletem wdrażając się w temat e-palenia. Im dłużej czytałam tym, e-papieros bardziej do mnie przemawiał. Przebrnęłam przez dziesiątki stron  z opiniami o modelach e-papierosów by w efekcie dokonać zakupu na allegro. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak czekać na upragniona paczkę czyli definitywne rozwiązanie problemu mojego palenia.