Z pamiętnika czterdziestolatki Dzień 8

Aby zaoszczędzić pieniędzy na psychiatrę swoje poczynania trzeba traktować z dużym przymrużeniem oka. Czterdziestka to również w zastraszającym tempie zanikające włókna kolagenowe co oznacza wciąż nowe zmarszczki. Pominę cellulit, bo ten zadomowił się u mnie już dawno. Widocznie dobrze mu ze mną, bo nie chce odejść. Pomimo łykania różnych specyfików i picia hektolitrów wody on zawsze jest ze mną. Zmarszczki…. Hmm… cóż są one zwykle nierozerwalnie związane z upływem czasu. Medycyna w obecnych czasach czyni jednak cuda. Jest szansa, że wstrzykując to i owo, tu i ówdzie zmarszczki znikną. Niestety ja póki co nie bardzo mogę sobie pozwolić na taki luksus więc pozostają mi naturalne metody. Poza upływającym czasem, kolejnym zabójcą naszej skóry są również papierosy, a szczególnie dym papierosowy. W moim przypadku to już prawie przeszłość, bo zamówiłam już swojego e-papierosa, z którym zamierzam się zaprzyjaźnić na długo.

Hitem kosmetycznym jest ostatnio powrót do metod naturalnych czyli wcieranie praktycznie we wszystko olejów. Niestety nie jest to tak banalne jakby się pozornie wydawało. Każdy olej ma bowiem inne zastosowanie. Olej arganowy – chyba obecnie hit na rynku kosmetycznym, można wcierać praktycznie wszędzie jednak on tylko poprawia elastyczność skóry. Aby uzupełnić lipidy trzeba nałożyć olej z awokado. Do tego istotne jest oczywiście odżywienie skóry więc kolejny, niezbędny olej to jojoba. Nie można zapomnieć o odporności, więc konieczny okazuje się olej konopny a naskórek zregeneruje olej lniany. Nie ukrywam, że zgodnie z sugestiami sprzedawcy, z sklepie z naturalnymi kosmetykami zakupiłam wszystkie te olejki. Oczywiście, wszystkie – jeden po drugim wtarłam w swoją czterdziestoletnią skórę. Przy tym wszystkim zdałam sobie sprawę z najważniejszego aspektu powstrzymania efektów upływu czasu- z ogromnej wiary w cuda. W moim przypadku, w dniu dzisiejszym w cudowne właściwości tych wszystkich olejów bo pomijając zapach tej mieszanki olejów czułam się jak frytka 🙂