Z pamiętnika czterdziestolatki – Dzień 9 (wreszcie przyszedł pierwszy tak upragniony e-papieros)

Dzisiaj wreszcie dostałam swoje zamówionka. Mam już swojego nowego przyjaciela czyli e-papierosa i płyny do niego.

Kurier przyniósł mi obie paczki do pracy, więc odłożyłam wszelkie ważne sprawy na bok i postanowiłam przetestować swój zakup. Nie bardzo potrafiłam uruchomić to cudo, ale wszystko zwykle zaczyna działać po przeczytaniu instrukcji obsługi. Zamówione przeze mnie e-liquidy, zgodnie z moim przypuszczeniem, posiadały całą gamę smaków i zapachów!

Najpierw do pojemniczka przy e-papierosie wlałam chłodną miętę – popaliłam i było ok.
Chciałam jednak spróbować mroźnej mięty, więc musiałam wylać chłodną.
Upaćkałam oczywiście przy tym całe biurko i ubranie. Finalnie wymieszałam oba w nieznanych dla siebie proporcjach i wreszcie, całkiem legalnie mogę palić siedząc przy biurku w pracy.

To zajebista sprawa bo zupełnie nikomu z moich współpracowników to nie przeszkadza. Nikt też mnie nie zmusza to wychodzenia na zewnątrz. Może odrobinę przesadzę, ale odnoszę wrażenie, że za niespełna 200 zł zakupiłam sobie spokój i wolność. Już nigdy nie rozstanę się z moim cudownym e-papierosem!