Zbuduj swój własny e-liquidowy monopol!

Sosy homemade cały czas są szybko rosnącym trendem w ostatnim czasie, zazwyczaj wśród chmurzących, którzy szukają swojego smaku, VG/PG ratio albo zawartości nikotyny, której nie ma w masowo dostępnych liquidach (no, są jeszcze gówniaki które po prostu nie mają jak zarobić na vaping i szukają wszędzie oszczędności). Oczywiście, tworzenie własnych liquidów jest dużą oszczędnością – ale ja na przykład jestem za bardzo leniwy. Ale, co jeśli chcemy użyć swoich skillsów mieszania doskonałych sosów do celów zarobkowych? Postaram się w kilku punktach przybliżyć – jak z mieszania własnych sosów w sypialni zrobić coś większego.

POCZĄTKI

Jak to początki, zawsze bywają trudne. Pierwsze czego nam trzeba to przepisy. To prawie jak pieczenie pierdolonego placka, na początku Twoje przepisy mogą być dobre – potem niestety muszą być ŚWIETNE. Musisz z mieszania aromatów zrobić swoje drugie życie. Oczywiście, nie musisz skończyć szkoły kulinarnej czy coś, ale na bank musisz jednak poćwiczyć, spędzić kilka miesięcy (chyba że jesteś kompletnym betonem no to kilka lat) ucząc się jak konkretne smaki reagują na siebie i jak się ze sobą łączą, jakie VG/PG ratio oraz jaka zawartość nikotyny. Musisz wiedzieć też, jaki efekt dają na różnych atomizerach, grzałkach oraz jak w zależności od stopnia grzałki smakują. Jest od chuja rzeczy z których możesz czerpać wiedzę, od „Biblii Smaku” przez internetowe poradniki do „Gotuj z Babunią”. Wedle mnie najlepszą metodą jest jednak ta „prób i błędów”. Próbuj różnych recept z netu, spróbuj odwzorować swój ulubiony liquid a następnie – stwórz swój własny, unikatowy.

Kolejną rzeczą jest OPINIA, która jest bardzo ważna. Daj kilka sampli znajomym, rodzinie czy kochankowi – zawsze jest szansa, że Twój wymyślany tygodniami liquid dla Ciebie jest boski, natomiast innym ludziom smakuje jak sandały Jezusa po 40 dniach wędrówki przez pustynię. Zapisuj sobie spostrzeżenia innych i kieruj się nimi przy tworzeniu nowych smaków. Rozdawaj kolejne sample, rób kolejne notatki póki Twój sos nie będzie lepszy niż może być.

Ahoj przygodo – rozpoczynamy początkową sprzedaż. Wielu z „bimbrowników” daje dużo niższe ceny swoim znajomym – nie polecam tego. Chodzi tylko i wyłącznie o to, że jeśli puścisz komuś sos za „damski chuj” a ktoś Ci powie że są zjebane to możesz się sowicie wkurwić, więc po co? Warto nadmienić też kwestię prawną (biorąc pod uwagę fant, że zaczynasz sprzedawać z założoną działalnością gospodarczą a nie że robisz sosy i sprzedajesz robiąc gruby wał z fiskusem) – na sprzedaż produktów z zawartością nikotyny musisz mieć pozwolenie, więc póki sprzedajesz sosy 0mg/ml wszystko jest luz.

A WIĘC STAJEMY SIĘ „GRUBĄ RYBĄ”

Teraz właściwie musisz usiąść i pomyśleć czy jesteś na to gotów. Otwieranie własnego biznesu nie tylko przynosi zysk, na początku są KOSZTY, które wbrew pozorom się wielkie w chuj. Podatki, rzeczy niezbędne do mieszania sosów, bazy, aromaty i wszelaki inny potrzebny osprzęt (typu pomieszczenia, maszyny, zatrudnienie pracowników itd.)

Kolejną rzeczą jest MARKA, nazwa i design odgrywają wielką rolę, chwytliwa nazwa i kozacka oprawa graficzna mogą wynieść Twój sos na wyżyny. Taką sprawę bardzo łatwo spierdolić więc o ile nazwę możemy wymyślić samemu – o tyle design zostawiłbym jakiemuś zaufanemu i dobremu grafikowi. Najlepiej unikać czegoś co może być dziecinadą (czyli próba dania pstryczka w nos środowiskom Anty-Vape). Razem z budową marki, zbudować też trzeba kozacką stronę w necie – to również zleciłbym zawodowcom, chyba że ogarniasz temat, label masz już ogarnięty przez kogoś kumatego no to wio!

Wtedy zaczyna się coś, o czym marzy wielu ludzi, własny biznes. Aspektów prowadzenia własnego biznesu opisywał nie będę, jest od groma tego w necie. Chciałem tylko pokazać że nic nie jest takie proste, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka.

Warto też zapoznać się dobrze z prawem, coby wszystko było legalne i żeby nie trzeba było bulić jakichś niebotycznych kar albo oglądać kwadratowego słońca.